10 stycznia 2010

good day my angel

ubrana w migocące cekiny stoję w kolejce po kolejną butelkę szampana
na szyi woń wczorajszych zalotów obijających się o kryształową podłogę
a nieskrępowane wargi subtelnie milczą


kiedy podświadomość zasypia zaciągam się chaotycznie z Twojej czarnej tabakiery wyrafinowanym występkiem
rozchichotana popadam w obłęd gubiąc gdzieś po drodze nieposkromione zmysły


niegdyś stopnieją śniegi

1 komentarz:

mountain pisze...

znajomość niczym akcja powieści, wznosi się i opada.