28 listopada 2009

which one's pink?

gdy na śniadanie fluorescencyjni Flojdzi podrzucili mi skręta z marihuaną przez przymrużone źrenice przebijały się ostre promienie młodego słońca


Emily pożyczyła sny do jutra, a Arnold znienacka ukradł damską bieliznę



2 komentarze:

mountain pisze...

:} psycho-zblanszowana zajebistoza proza!^^

nabu pisze...

Wraz z wdrapującym się na linię horyzntu słońcem, przyszło wczoraj do mnie to luminescencyjne słowo i nie chciało się odczepić. Dotąd nie wiem dlaczego i jak, dotąd też nie wiem, co na myśli miał Wszechświat dokonując tego niezwykłego psikusa. Najwyraźniej jednak miało to jakiś związek z Floydami, cóż... może powinienem ich posłuchać...?
Skrobiesz, Joasiu, w sposób niezwykły. Nieprzenikniony i taki... fioletowy? Ten fiolet znów jest fenomenem, bo pośród krótkich zdań zawierasz pewien rodzaj esencji, tę potężną cząstkę samej siebie. A zlepiasz słówka tak, że nie tylko ich sens przeszywa - sens właściwie możnaby przesunąć na drugi plan - ale również sposób w jaki współistnieją... zachwyca.
Wiedziałem, i owszem, pod tą Twoją fioletową koszulą skrywa się artystka. Że fotki umiesz cykać świetne - to wiedziałem, że potrafisz ukrywać najprostsze przekazy pośród kaskady metafor - to też wiedziałem, ale że swoje zawiłe myśli w tak niwzwykły sposób przelewać potrafisz 'na papier' - tego, przyznaję, nie wiedziałem. I cieszę się, że dostąpiłem zaszczytu poznania Cię i od tej strony...
A wnioski? Są trzy...
po pierwsze; angina, mimo całej swej złowrogości, potrafi być muzą niezwykle twórczą...
po drugie; warto przeglądać słowniki synonimów...
po trzecie; co już wiadome, a co raz jeszcze się potwierdziło - jesteś niezwykła...

Trzymaj się Asieńko. Nie daj się melancholii, ni smutkowi, i nie pozwól by gnały Cię do dawno zapomnianych królestw. Pozdrów chusteczki i wracaj szybko do zdrowia...

podpisano: N