25 sierpnia 2010

kozi kozłoska u ludwisiakowej

W końcu udało mi się dorwać panienkę Kozi Kozłoską i postrzelać jej foty moim poczciwym analogiem na zwykłej kliszy rossmana 200, bo na lepszą mnie narazie nie stać.
Zdjęcia robiłyśmy na strzelnicy w piątek, kiedy słonko nieźle nawalało po ryjkach.
Niektóre moim zdaniem lepiej wyglądają w czarno-bieli przez brzydkie czerwone cienie w kolorze.

Pozdrawiamy pana na rowerze w oczojebnym wdzianku i widownię w składzie wszystkich babciów i dziadków siedzących grzecznie na ławeczkach!!











a tu kolory niczym z okładki Smithsów "Louder than bombs" : D





















































6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

palec w kadrze zamierzony? ;)
(przedostatnie cudowne!)

kieubaska pisze...

3 i ostatnie od końca - love :D

dżo pisze...

Anonimowy: nie zamierzony oczywiście

Anonimowy pisze...

Tak z ciekawości dlaczego robisz zdjęcia aparatem analogowym, a nie cyfrowym? Lepsza jakość, dusza czy coś innego?

dżo pisze...

Anonimowy: robię zdjęcia i analogowym i cyfrowym, ale jeżeli chodzi o analogi jest w nich coś magicznego.. jest dusza, jest proste piękno, którego z cyfry nie wydobędziesz

N pisze...

Z moich obserwacji wynika, że pani Kozi K. zawsze wychodzi dobrze na zdjęciach. Używam słowa "dobrze" z braku lepszego, z braku jakiegoś neologizmu, który wyrażałby coś pomiędzy "świetnie", a "magicznie".

THE BEST of:
7 - bo ładne;
17 - bo wyszło słodko;
18 - bo te włosy, bo te oczy, bo te usta;
21 - bo eksponowanie nóg zawsze na mnie działa;
29 - bo można by napisać o nim powieść